Taka sytuacja. Młoda chciała nocować u kuzynów, a na drugi dzień z samego rana mieliśmy pojechać do znajomych, do innego miasta. Nasza córka ogólnie lubi tam jeździć, bo oni też mają dziewczynkę w podobnym wieku, więc w sumie nie powinno być najmniejszych problemów z wyjazdem, prawda? Otóż nie prawda (żeby nie napisać dosadniej).

Więc zajeżdżam po nią następnego dnia o dziewiątej, w całej swojej ojcowskiej naiwności licząc, że godzina czasu, to więcej niż dość, żeby bez nerwów zebrać dziecko, wypić herbatę i w spokoju i harmonii opuścić lokal (o dziesiątej mieliśmy zgarnąć Izę i jechać do rzeczonych znajomych). Tymczasem sytuacja szybko zrobiła się napięta, bo napotkałem niesamowity opór materii. Taki na zasadzie nie jadę, tak będę leżeć.

Skończyło się na czterdziestominutowych negocjacjach, lekko zagęszczonej atmosferze i małej histerii. I chociaż udało się sprawę załatwić bez krzyków i uciekania się do nierealnych gróźb, to miałem poczucie, że można było rozegrać to lepiej. Jak?

Ktoś mógłby zapytać, nad czym tu się w ogóle zastanawiać? Dzieciak jest od słuchania, a rodzic od decydowania, po co w ogóle tracić czas na pisanie o tym. Wy chcecie jechać, to ona ma się dostosować. I kropka. A jak nie to ukarać, niech wie, kto tu rządzi. Albo uderzyć.

Jako krótkofalowe rozwiązanie ten pomysł nawet brzmi sensownie – super, wyjedziemy o czasie. Załóżmy jednak, że ten sposób do ciebie nie przemawia, co można zrobić w takiej sytuacji, żeby uniknąć niepotrzebnych nerwów?

Zastanów się, jak ta sytuacja wyglądała z perspektywy mojej córki. Pewnie świetnie się bawiła z kuzynami dzień wcześniej i myślała, że będzie miała jeszcze trochę czasu drugiego dnia, a tu, niemalże ze słońcem, wpada tatuś i od progu każe zwijać manatki. A oni nawet nie zdążyli roznieść mieszkania w perzynę! Skandal!

Lepiej zapobiegać niż leczyć

Przeciętny rodzic, jako osoba z pewnym życiowym doświadczeniem, powinien posiąść zdolność przewidywania co bardziej oczywistych skutków swoich działań. Nasz wyjazd nie był jakimś szczególnym zaskoczeniem, więc można, a wręcz należało wykorzystać tę wiedzę i zwyczajnie nie puścić Młodej na tę akurat konkretną noc, a w zamian zaoferować przyszły tydzień. Uzasadnienie swojej decyzji też w sumie nie byłoby od rzeczy. Gdyby to przeszło bezboleśnie, znaczy córka łyknęła by propozycję niczym młody pelikan (ta, już to widzę), problemu w ogóle by nie było. Za tydzień nie mieliśmy żadnych planów, więc mogłaby siedzieć u kuzynów i do wieczora, a nawet i jeszcze drugą noc, gdyby się Izy siostra zgodziła.

Gdyby jednak propozycja zmiany planów nie przeszła tak gładko, to i tak można ponegocjować w spokoju, kiedy nie wisi na tobą widmo wkurzonej żony, czekającej od kwadransa, aż po nią przyjedziesz. Dzięki temu można zaszaleć i spróbować nauczyć dziecko, jak negocjować swoje potrzeby. Zresztą dzień wcześniej mamy jeszcze możliwość pójścia na kompromis: Chcesz jechać? A droga wolna, ale pamiętaj, że przyjeżdżamy po ciebie z samego rana.

My niestety nie zaznaczyliśmy tego jasno i skończyło się jak się skończyło. A dzieci mają tendencję do stosowania się do jasno postawionych reguł, szczególnie tych, które same sobie wynegocjowały (ha, mam też małe sukcesy na tym polu, pochwalę się nimi, pochwalę).

Zresztą kiedy się na coś umówimy z młodzieżą, to jest to zawsze jakiś punkt zaczepienia, gdyby pociecha, cokolwiek jeszcze zaspana o tak zbójeckiej porze jak dziewiąta rano, nie do końca pamiętała wczorajsze pertraktacje. Można wtedy stawiać jakieś sensowne ultimatum: jeżeli ty łamiesz nasze ustalenia, to następnym razem trudniej będzie nam się dogadać.

Jak nic nie ustalisz, to czym zagrozisz? Że już nie pójdzie do nikogo na noc do osiemnastki? Proszę cię. Oboje dobrze wiemy, że to nierealne, bo przy okazji pierwszej lepszej kolacji, którą będziecie chcieli spędzić razem z drugą połówką, pierwszy polecisz pakować jej plecak.

Mądry ojciec po szkodzie.

Pośpiech i dzieci to mieszanka wybuchowa. Unikaj jej kiedy tylko się da, a będziesz rzadziej wybuchał – to takie proste. Prawda, że to proste?

A ty, masz jakieś ciekawy pomysł, jak inaczej można było ogarnąć tę sytuację? Koniecznie podziel się nim w komentarzach! W końcu co kilkaset głów to nie jedna.

Zdjęcie z nagłówka: Tetyana Kovyrina

Ok, tyle ode mnie.

Jeżeli jeszcze tego nie zrobiłaś, koniecznie zapisz się do newslettera na medal - o tutaj

Krótsze formy i jakieś zdjęcia wrzucam też na facebooka - kliknij tu

Możesz też zostawić komentarz, albo udostępnić ten wpis swoim znajomym

Udostępnij:Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on PinterestEmail this to someone